Friday, April 29, 2011

same

Papa pojechal na konferencje i zostalysmy same. W sumie to dziwne miec takie towarzystwo-nietowarzystwo. Rozmawiam sobie ze Stokrota, ale w dalszym ciagu czuje sie jakbym konwersowala z Piklem. Odzew jest rownie niereguarlny, i uzalezniony od wyraznych bodzcow wokalnych:  spacer-zabawka-siad (Pikiel); lub wizualnych: butelka - kaczuszka - glupia mina mamy (Stokrota).

Zwiedzilysmy dzisiaj Kew Gardens- zupelnie przypadkiem nas tam zawialo, z okazji ladnej pogody. Dzielnica wydawala mi sie dziwnie swojska, europejska prawie. Po powrocie sprawdzilam, ze na poczatku XX wieku planowano ja inspirujac sie stylem staroangielskim. Milo bylo pochodzic wsrod zieleni, ktorej niestety brakuje tu gdzie mieszkam.

Tuesday, April 26, 2011

Fotorelacja

Deszczowa pogoda nie sprzyjala moim fotoreporterskim zapedom. Wiec zdjecia raczej wewntetrzne. Najpierw safari: Stokrota kontra Pikiel: 

 "Zlapie cie!"



 "No, nie uciekaj!"



"Chyba mnie jednak nie lubisz...."



"Ale zeby od razu na mnie warczec?"



Zmeczona wrazeniami Stokrota zasnela u tatusia. 



 Akcent Wielkanocny- jajka w hippisowskich kolorach.



 I stol Wielkanocny - nie nasz, ale Angeli i Matta. 



 Wracajac do domu zahaczylismy o Dziki Zachod - 
chociaz bylismy w stanie Nowy Jork!



 W knajpie spotkalismy losia.



 A Stokrota miala spotkanie pierwszego stopnia z ponurym Indianinem. 



 Po czym posilila sie na oczach kowboja patrioty. 



W domu zdecydowala ze tez zostanie kowbojem - albo Indiana Jones!

Wednesday, April 20, 2011

wiadomosci z poziomu

Spedzam zycie na podlodze. Leze plecach, na brzuchu, podpieram sie lokciami, siadam po turecku, na kolanach, opieram o kanape albo o sciane. Stokrota nie daje mi wstac. Przykleja sie do nogawki i wyglada naprawde zalosnie. Ona chce wstac wstac wstac! Na wlasnych, chwiejnych nogach. Do gory! Dalej mamo, pomoz mi! Podnies pupe, podtrzymaj lokcie, poprowadz kilka kroczkow! Niestety, aby Stokrota mogla stac, ja musze siedziec, lub lezec na podlodze. Wiem ze matki maja byc podpora swych dzieci, ale dotychczas wydawalo mi sie to byc stwierdzeniem metaforycznym. Teraz stalam sie podporka praktyczna i rzeczywista. Jestem obiektem na ktory wspina sie dziecko. Aaach, kiedy przestane nosic wypchane na kolanach dresy i obslinione podkoszulki?

Z innych rzeczy to wybywamy na Wielkanoc. Robimy mininwazje na jednych znajomych, maxinwazje na drugich, a nawer (o luksusie!) spedzimy dwie noce w hotelu jak prawdziwi turysci. Moze beda zdjecia!

Monday, April 18, 2011

object lessons

A.A. Milne na czyms jednak oparl postac Klapouchego. Do niedawna jego zabawa urodzinowym balonikiem, ktory wkladal do baryleczki, i wyjmowal z baryleczki, wydawala mi sie gleboko idiotyczna. W ogole to nie jestem fanka Puchatka i jego bandy, najbardziej denerwuje mnie ten przyglupi niedzwiadek, prosiaczek bywa zabawny, ale troche mi go zal, jedynie krolik ma osobowosc. No, ale wracajac do zabawy Klapouchego, najwyrazniej jedno ze stadiow rozwoju dzieciecego polega wlasnie na tym. Wkladanie jednych przedmiotow w drugie. Stokrota od niedawna zajmuje sie wlasnie wkladaniem: klockow do pudelka, ludzikow do samochodow,  kluczy do portfela, papierow do torby, pilki do buta, i tak dalej. Najwyrazniej koncepcja CZEGOS W CZYMSjest zupelnie nowa dla jej rozumku. Fascynujace: dwie rzeczy staja sie jedna. Potem rozdziela je w skupieniu, i znowu laczy. Mis znika w pudelku, a za chwile mala raczka wyczarowuje go znowu i wyciaga na powierzchnie. Smerf w bucie ciagniety jest  poprzek dywanu - cud !- "ciagne za buta, a smerf sobie jedzie"- mysli Stokrota. Eksperymentalnie probuje popchnac buta klockiem. Dziala! Przedmiot przedmiotem w przedmiocie. Magiczna deklinacja rzeczy.

Wednesday, April 13, 2011

on being an alien

Wczoraj mielismy z Lubym obowiazkowe badanie lekarskie w celu zdobycia papierka do aplikacji o zielona karte. Od razu przypomnial mi sie koniec lat 90'tych kiedy to do Uni bylo nam jeszcze daleko, a ja jako studentka z bloku wschodniego musialam razem z tlumem muzulmanskich emigrantow skladac corocznie wizyte na holenderskiej policji. Ach to napiecie oczekiwania w kolejce w godzinnach porannych od 6 do 9. Przyjma czy nie przyjma papiery? Ile jeszcze zaswiadczen z banku potrzebuje? Ile z uniwersytetu? Ach te blond panie w okienkach tlumaczace wszystko GLOSNO I POWOLI zachustowanym marokankom. Ach ta chwila triumfalnego opuszczania komisariatu z wywalczonym papierkiem. I oczwyiscie obowiazkowa wizyta u lekarza na przeswietlenie pluc, bo nie chcieli zaakceptowac faktu ze pozytywna proba tuberkulinowa jest wynikiem szczepienia w wieku szkolnym, a nie galopujacej gruzlicy. To samo mniej wiecej wrazenie mielismy tutaj. Tylko ze oprocz przeswietlenia pobrali nam krew zeby sprawdzic czy nie mamy SYFILISU. Tak wlasnie, syfilisu, a nie np. aids, swinskiej grypy, czy chociazby niewinnej zoltaczki. Te przepisy sa chyba z czasow emigracji przez Ellis Island. Dobrze ze nie testowali nas na polio, trad, albo cholere. I tak poczulam sie jak prawdziwy alien.

Tuesday, April 12, 2011

wiadomosci z pionu

No, swiecie, stoimy! Najpierw podczolgujemy sie do kanapy lub do mamy, podciagamy kolanka pod tyleczek, raczki wspieramy na wybranym obiekcie, i powoli wznosimy pupe ku gorze, jednoczescie podpierajac sie raczkami. Osiagamy pozycje chwiejnie wertykalna.

Tym sposobem dla Stokroty swiat horyzontalny zupelnie stracil urok. Jedynym mozliwym sposobem ogladania swiata jest patrzenie z gory, do czego to dazy z determinacja konczaca sie zazwyczaj wybuchem placzu jezeli a) nie ma sie o co oprzec b) wstanie i grawitacja sciagnie ja spowrotem na ziemie. Osiagniecie to budzi moja matczyna dume i uspokaja serce, bo martwilam sie ze Stokrota nie lubi siedziec. Zwykle zdjecia dzieci 6-9 miesiecznych przedstawiaja owe usadzone stabilnie na pupie we wianuszku zabawek. Storota jakos ominela ten etap, poniewaz siedziec nie chciala i po trzech sekundach opadala na plecy lub na boczek. Moja mama juz kazala mi ja wysylac na badania miednicy (wbrew zapewnieniom lekarzy ze wszystko jest OK). Moge wiec ja wreszcie spokojnie poinformowac ze wnuczka zrobila odpowiedni krok rozwojowy:)

Saturday, April 9, 2011

o bliskosci

Karmiaca - Malgorzata Hillar

Oto dostojeństwo
kobiet karmiących
na obrazach
wielkich mistrzów

Na twarzy
spełnienie przeznaczenia
duma wiekuista
pogoda bezchmurna
łagodność krowy
słodych dojrzałej jeżyny
spokój sytej pszczoły

Z pysznych sukien
piersi - arcydzieła
podane nowo narodzonemu

Oto piersi żywe
wielkie
jak arbuzy
ciężkie
jak wymiona

Mokre plamy mleka
na płótnie koszuli

Wrzask nie najedzonego

Lęk nabrzmiałych sutek
przed miażdżącymi dziąsłami

Różowy prosiak ludzki
oddzielony
od mego brzucha

Osobny

Obcy

__________________________________________________________

Co nam wiadomo o bliskosci matki i dziecka? Jako dziewczynki przytulamy, calujemy, kolysamy lalki do snu. Lalki grzecznie leza nam w ramionach, lagodnie zamykaja szklane oczy w pozycji horyzontalnej, cierpliwie przyjmuja nadmiar czulosci swoich kilkuletnich matek. Kilkanascie lat pozniej, tym samym dziewczynkom polozna kladzie w ramiona malego, krzyczacego stworka ktory ani mysli poddawac sie lagodnemu kolysaniu, uspokajac na dzwiek kolysanki, czy grzecznie zamykac oczki przykryty kolderka. Stworek jest ciezki, cieply, jego goraca skora przykleja sie do matczynego ramienia, struzki potu ciekna po matczynych plecach. Karmiaca matka nie przypomina wloskiej madonny z rozmarzonymi oczyma, raczej spoconego zawodnika walki wrecz przeprowadzajacego nierowna walke z dzikim zwierzatkiem. Wepchniecie sutka w usta niemowlaka, prznajmniej w moim wypadku, przypominalo probe nakarmienia karpia pilka tenisowa. Za maly otwor, za duza piers, masakra. Z uplywem czasu dopasowalysmy sie do siebie, Stokrota i ja, ale w dalszym ciagu daleko nam do lalczynego idealu. Stokrota dzielnie toleruje przytulenia i calusy przez jakies dwie minuty, a nastepnie przemienia sie w piskorza wijacego sie w moich ramionach i pragnacego ruszyc na podboj swiata. Jestem dla niej na razie obiektem badawczym - polozona na podlodze wspina sie na moje nogi, pakuje do buzi moje palce od nog, ciagnie za nogawki, rozwiazuje sznurowki. Wzieta "na opa" pakuje mi rece do buzi i smieje sie ciagnac za wlosy. Au! Au. Taka bliskosc. Bolesna. Wspaniala.

Wednesday, April 6, 2011

moj krasnalek

Stokrota ma nawyrazniej proporcje karzelka. Wagowo miesci sie w 10%, co oznacza ze 90% dzieci w jej wieku jest ciezszych. W tym kraju maja obsesje na punkcie wymiarow i procentow. Ale oto glowa Stokroty jest w obwodzie znacznie ponad przecietna. Z tego powodu mielismy juz jazde w ciazy, bo po USG zapowiedziano nam zwiekszone prawdopodobienstwo zespolu Downa - Stokrocie nie zgadzaly sie proporcje z ogolnie ustalonymi normami, czyli miala glowe za duza w stosunku do ciala. No kurcze, tylko ze nie wzieli pod uwage ze ma niskich, wschodnioeuropejskich rodzicow z wielkimi glowami :) Co sie nadenerwowalam to moje, i nie zamierzam sie teraz przejmowac jej rozmiarami. Jak dla mnie sa idealne.
Jak widac z powyzszej notki przebylismy dzisiaj wizyte u lekarza. Nie moge sie doczekac az Stokrota dorosnie do wieku kiedy da sie ja przekupic lizakami badz naklejkami, ktorymi gorliwe pielegniarki obdarowuja nas juz teraz. Stokrota na razie ma naklejki w glebokim powazaniu, i kazda wizyte rozpoczyna od probnego ryku wstepnego, a konczy na, w pelni uzasadnionym,  ryku poszczepionkowym. Oj wej.

Saturday, April 2, 2011

wiosenne rendezvous

Krokusiki wychodza z ziemi. Pierwiosnki. Zonkile. Cieply wiaterek wieje od East River. W rozowym zmierzchu majacza wieze Manhattanu. Matke zaczyna gryzc tesknota. Matka wodzi wzrokiem za grupkami plotkujacych nastolatek, zazdrosnie spoglada na splecione palce zakochanych, spod oka spoziera na tlumy rozsiadle na tarasach kawiarni i restauracji, delektujace sie chwilowa pogoda.  Ach, wyjsc na miasto! Ach, usiasc ze znajomymi nad piwem i pieprzyc o niczym, zjesc kolacje o polnocy i popatrzec na ksiezyc z mostu brooklynskiego... Nie, zeby matka ktoras z tych akcji czesto przeprowadzala, ale MOGLA, jezeli naszla ja ochota. A tymczasem matka odrywa teskny wzrok od seksownych sandalkow i wiosennej spodniczki na wyprzedazy ( i tak na pewno nie maja matki pociazowych rozmiarow) i skupia sie na chwili obecnej. Ogromna niebiesko zolta torba z Ikei ciagnie ja ku ziemi, rozkojarzone spojrzenie grozi upadkiem, gora dzieciecych kaftanikow i butla plynu do prania niebezpiecznie chybocza sie w rytm marszu. Przed nami najwieksza rozrywka i highlight obecnego tygodnia. Pralnia starego Chinczyka, pana Li. Moja randka na sobotni wieczor.