Saturday, April 2, 2011
wiosenne rendezvous
Krokusiki wychodza z ziemi. Pierwiosnki. Zonkile. Cieply wiaterek wieje od East River. W rozowym zmierzchu majacza wieze Manhattanu. Matke zaczyna gryzc tesknota. Matka wodzi wzrokiem za grupkami plotkujacych nastolatek, zazdrosnie spoglada na splecione palce zakochanych, spod oka spoziera na tlumy rozsiadle na tarasach kawiarni i restauracji, delektujace sie chwilowa pogoda. Ach, wyjsc na miasto! Ach, usiasc ze znajomymi nad piwem i pieprzyc o niczym, zjesc kolacje o polnocy i popatrzec na ksiezyc z mostu brooklynskiego... Nie, zeby matka ktoras z tych akcji czesto przeprowadzala, ale MOGLA, jezeli naszla ja ochota. A tymczasem matka odrywa teskny wzrok od seksownych sandalkow i wiosennej spodniczki na wyprzedazy ( i tak na pewno nie maja matki pociazowych rozmiarow) i skupia sie na chwili obecnej. Ogromna niebiesko zolta torba z Ikei ciagnie ja ku ziemi, rozkojarzone spojrzenie grozi upadkiem, gora dzieciecych kaftanikow i butla plynu do prania niebezpiecznie chybocza sie w rytm marszu. Przed nami najwieksza rozrywka i highlight obecnego tygodnia. Pralnia starego Chinczyka, pana Li. Moja randka na sobotni wieczor.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Podobnie bylo na Polnocy. Ukoronowanie tygodnia. Dyganie do blokowej pralni.
ReplyDeletePodziw, ze dajesz rade z kaftanikami. Bo ja codziennie zapuszczam pralke. I ciesze sie, ze mam ja w kuchni.
A na Polnocy czego? Bo na Twoim blogu tez od cholery tych panstw i nacji, czlowiek sie gubi;)
ReplyDeleteCo do pralni, to radze sobie w ten sposob, ze nammietnie wykupuje zapasy ubranek z Armii Zbawienia. Tym sposobem pranie musze robic coraz rzadziej!
Europy. W Szwecji.
ReplyDeleteGdy rzucilo mnie na Wyspe najbardziej cieszylam sie z pralki :-)
... dodaje jeszcze, ze pamietam, iz na Twoim kontynencie ubrania w regularnych sklepach sprzedawano za jakies wyjatkowo drobne centy... Armia Zbawienia musi byc zatem rajem na ziemi :-)
ReplyDeleteoj kaczko, kaczko... 'regularne' sklepy? co tam, ja tez tak mowie po polsku:)
ReplyDeleteNie mowie, tylko pisze... przez to choleRRRRne RRRRR :-)
ReplyDelete