Wednesday, April 13, 2011
on being an alien
Wczoraj mielismy z Lubym obowiazkowe badanie lekarskie w celu zdobycia papierka do aplikacji o zielona karte. Od razu przypomnial mi sie koniec lat 90'tych kiedy to do Uni bylo nam jeszcze daleko, a ja jako studentka z bloku wschodniego musialam razem z tlumem muzulmanskich emigrantow skladac corocznie wizyte na holenderskiej policji. Ach to napiecie oczekiwania w kolejce w godzinnach porannych od 6 do 9. Przyjma czy nie przyjma papiery? Ile jeszcze zaswiadczen z banku potrzebuje? Ile z uniwersytetu? Ach te blond panie w okienkach tlumaczace wszystko GLOSNO I POWOLI zachustowanym marokankom. Ach ta chwila triumfalnego opuszczania komisariatu z wywalczonym papierkiem. I oczwyiscie obowiazkowa wizyta u lekarza na przeswietlenie pluc, bo nie chcieli zaakceptowac faktu ze pozytywna proba tuberkulinowa jest wynikiem szczepienia w wieku szkolnym, a nie galopujacej gruzlicy. To samo mniej wiecej wrazenie mielismy tutaj. Tylko ze oprocz przeswietlenia pobrali nam krew zeby sprawdzic czy nie mamy SYFILISU. Tak wlasnie, syfilisu, a nie np. aids, swinskiej grypy, czy chociazby niewinnej zoltaczki. Te przepisy sa chyba z czasow emigracji przez Ellis Island. Dobrze ze nie testowali nas na polio, trad, albo cholere. I tak poczulam sie jak prawdziwy alien.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment