Czytam sobie Manna. A co, nie wolno mi? Moja lekture przez wiekszosc roku stanowia romanse Nory Roberts, jej kryminaly ktore pisze pod pseudonimem J.D. Robb, ksiazki o wampirach z serii Charlaine Harris, kryminaly Donny Leon, i inne takie smieciowatosci. Kilka razy w roku - ale nie czesciej - dopada mnie niestrawnosc literacka i szukam jakiejs ksiazki ktora odnowi moj system i przygotuje na kolejna dawke smieci. Cos jak dieta detoks, po ktorej mozna wrocic do fast foodow. No i teraz wlasnie padlo na Czarodziejska Gore. Mam angielskie wydanie, i oto, juz na drugiej stronie, trafilam na ta perelke:
SPACE, ROLLING AND REVOLVING BETWEEN HIM AND HIS NATIVE HEATH, POSSESSED AND WIELDED THE POWERS WE GENERALLY ASCRIBE TO TIME. FROM HOUR TO HOUR IT WORKED CHANGES IN HIM, LIKE TO THOSE WROUGHT BY TIME, YET IN A WAY EVEN MORE STRIKING. SPACE, LIKE TIME, ENGENDERS FORGETFULNESS, BUT IT DOES SO BY SETTING US BODILY FREE FROM OUR SURROUNDINGS AND GIVING US BACK OUR PRIMITIVE, UNATTACHED STATE
To Hans Castorp jechal sobie pociagiem do sanatorium. Strasznie mam ochote pojechac sobie gdzies, gdzie bede mogla oderwac sie zupelnie od rzeczywistosci, spraw, zycia, zapomniec o tej calej bieganinie. A w sekrecie wam powiem, ze wlasnie to zrobie, juz niedlugo.